Kolejny mocny wpis  Hołowni. „To jest być albo nie być polskiego Kościoła”

„Dziękuję wszystkim tym, którzy tak licznie zareagowali jakoś na moje dwa przedwczorajsze (tu) i wczorajsze (w Tygodnik Powszechny) teksty o konferencji Konferencji Episkopatu Polski.

Dziękuję szczególnie – a było ich niemało – księżom, zakonnikom i siostrom zakonnym, którzy pisali do mnie, że czują i myślą tak samo. Że gniew, zdumienie i opadanie rąk z cichym szelestem nie jest tylko moim, i nie tylko świeckich, udziałem. Tak, jak napisałem wcześniej – ja po tym, co zobaczyłem i usłyszałem, nie tyle nie zamierzam porzucić mojego Kościoła, co jeszcze głębiej się weń zaangażować, dać mu z siebie jeszcze więcej. Gdy moi (arcy)biskupi na moich oczach duszą go poduszką korporacyjnych lęków, wygadywaniem niby-historycznych bzdur, i odpychają od niego tylu ludzi, że niech się schowają wszystkie „określone siły” świata, nie pozostaje mi nic innego, niż reanimować go jak umiem od dołu. Cieszę się, że nie będę w tym sam.

Przeczytałem od wczoraj dziesiątki komentarzy w tej sprawie. Ludzie z wewnątrz Kościoła, nie żadni ideolodzy, po prostu katolicy, jak ja, pisali rzeczy tak mocne, że moje teksty to przy nich słodkie bajeczki dla dzieci. Pisali rzeczy rozdzierające serce (bo gdy jedna z moich dobrych znajomych, wspaniała, święta i mądra kobieta, bardzo zaangażowana w Kościół, pisze: „Gdyby nie Chrystus, odeszłabym teraz z Kościoła”, to dla mnie jest to rozdzierający krzyk).

Jeszcze raz (bo prosiłem już o to w komentarzach) bardzo proszę, żebyście Państwo przeczytali tekst, który napisał Zbigniew Nosowski, jeden z bez wątpienia najmądrzejszych ludzi w naszym polskim Kościele, człowiek nader wyważony i kompetentny. Poświęćcie te 10 minut, dla swojej wiedzy w temacie, w którym czasem łatwo o tylko emocje. Poczytajcie, jak on ocenia te niemiłosierne, kompromitujące bzdury, które plótł przedwczoraj arcybiskup Jędraszewski, to moralne (i wizerunkowe) samobójstwo, które tak bardzo starał się popełnić arcybiskup Gądecki. Jak ocenia przedłożony – najpewniej jeszcze szczątkowy – raport i komentarze do niego. „625 skrzywdzonych chłopców i dziewczynek. Czyli średnio prawie dwie ofiary miesięcznie zgłaszane do instytucji kościelnych w Polsce. Przez 28 lat. Margines?”.

I jeszcze dwie uwagi (bo temat niestety zaraz znów przyśnie, a warto byśmy uporządkowali przed tym rzecz do końca). Po pierwsze: wszystkich tych, którzy pospieszyli do mnie z argumentami w stylu: „ależ przecież to się zdarza wszędzie”, zarzucali mnie cytatami o tym, że trzeba, bracia, wygasić swary i wielkodusznie postępować w miłosierdziu, łaskawie proszę, żeby wyobrazili sobie, że ktoś im zgwałcił dziecko. Albo podpalił dom i zabił (bo gwałt to zabójstwo, tylko takie, które ofiara przeżywa) najbliższą osobę. I dali mi słowo, że wtedy też będą pisać: „ależ nie demonizujmy, to się przecież zdarza wszędzie”. Poza tym – „z miłością, bracia, po co się spierać”, „nie wolno szkalować, bo wyrozumiałości tu trzeba, miłosierdzia!”. Coś mi mówi, że wtedy mieliby na podorędziu zgoła inne cytaty. Zaczynając od tego o kamieniu młyńskim u szyi.

I rzecz druga: nie mówmy, proszę, o „nadużyciach seksualnych”. Jak to ktoś już na Facebooku słusznie zauważył, „nadużycie seksualne” to jest wtedy, gdy koleżanka kolegę klepnie w tyłek, a on jej strzeli z ramiączka od biustonosza. My tu (najczęściej, niestety) mówimy o gwałtach. O zbrodniach najcięższego kalibru. Popełnionych na bezbronnych, ufnych i nie mających jeszcze rozeznania istotach. O czymś, na samą myśl o czym, rzygać się po prostu chce.

I – na koniec – jeszcze raz powtórzę: błagam, nie ślijcie mi już tych dobrych rad, że „trzeba łagodniej, bo to woda na młyn wrogów Kościoła”. Wodą na młyn wrogów Kościoła to była ta konferencja polskiego Episkopatu, on – mając siebie w takim wydaniu, jak na tej konferencji – naprawdę nie potrzebuje już żadnych innych wrogów.

Księże Prymasie, ja nie wiem, jak Ksiądz tam wytrzymał słuchając tych głupot. Niech Ksiądz zrobi wszystko, co się da, by ośmielić wreszcie tych swoich kolegów, o których obaj wiemy, że nie ma ich wcale tak niewielu. Ta sprawa to jest być albo nie być polskiego Kościoła, padło na nasze pokolenie. Ofiary nam nie wybaczą, ludzie nam nie wybaczą. Bóg nam nie wybaczy.

Do roboty.”


Leave a Reply

Your email address will not be published.